Obecność niemieckich jeńców wojennych w 1945 roku w Prabutach.
Po
zakończeniu II Wojny Światowej Armia Czerwona wzięła do niewoli miliony
niemieckich żołnierzy z wszystkich formacji wojskowych niemieckich sił
zbrojnych. Jeńców wojennych wykorzystywano do pracy przymusowej. Była ona
częścią reparacji wojennych, jakich Związek Radziecki domagał się ze strony III
Rzeszy po zakończeniu II wojny światowej. Uwzględniono ją na konferencji
jałtańskiej, gdzie ustalono formy odszkodowań dla ZSRR.
Dane
dotyczące liczby jeńców nie są dokładne, bazuje się głównie na szacunkach, a i
te czasem trudno uznać za wiarygodne ze względu na znaczące rozbieżności w
wyliczeniach podawanych przez historyków i archiwa państwowe. Ogółem do
radzieckiej niewoli powędrowało blisko 3 miliony niemieckich jeńców, z czego
ponad milion mogło zginąć i nie doczekać zwolnienia. Radzieckie dane mówią o
blisko trzykrotnie mniejszej liczbie zmarłych wśród pochwyconych Niemców. Borys
Sokołow wskazuje: „Po zakończeniu wojny śmiertelność jeńców w ZSRR spadła
dzięki temu, że słabych i chorych repatriowano w pierwszej kolejności. Według
oficjalnych danych spośród 3 576 300 niemieckich jeńców zmarło 442,1 tys.,
czyli 12,4 procent” [1]. Inni badacze sądzą, że ofiar było znacznie więcej –
nawet 1 milion. Tak uważa na przykład niemiecki historyk Rüdiger Overmans [2].
Podobny wynik wychodzi z rachunków amerykańskiego historyka Waitmana Wade’a
Beorna, który twierdzi, że w sowieckiej niewoli zginęło 35,8 procent
niemieckich jeńców [3].
Niemieccy jeńcy przez kilka powojennych lat byli stałym elementem polskiej rzeczywistości: pracowali w kopalniach, na budowach, przy ekshumacjach. Jednak, w odróżnieniu od tych, którzy przeszli przez obozy w ZSRR, wiemy o nich niewiele. Nie tylko dlatego, że było ich kilkadziesiąt razy mniej i tym samym pozostawali w cieniu kolegów z Rosji. Zadaniem przeznaczonych dla Polski jeńców była praca i w tym celu zostali specjalnie wyselekcjonowani tak, aby bardziej niż do pióra nadawali się do łopaty, oskarda czy kielni [4]. Jeńcy z terenu Polski nie pozostawili też tak barwnych i wyczerpujących świadectw, jak ich towarzysze z ZSRR. Badając ich los, historycy niemieccy byli zmuszeni z powodów oczywistych opierać się na bardzo jednostronnym materiale, przechowywanym w zachodnioniemieckich archiwach. Polscy badacze zaś rzadko podejmowali ten temat. W rezultacie problem kryje w dalszym ciągu wiele tajemnic.
W latach 1944-1950 w Polsce istniało
łącznie 206 obozów pracy [5]. Te o statusie centralnym mieściły się w
Jaworznie, Potulicach i Warszawie. W tym ostatnim żołnierze niemieccy pracowali
nawet przy odbudowie zniszczonej stolicy Polski. Inne ważne obozy to Sikawa,
Gronów i Mielęcin. Oprócz nich istniało wiele innych obozów i podobozów,
szczególnie przy kopalniach na Górnym Śląsku. Celem stworzenia takich obozów
było zabezpieczenia zaplecza oraz zapewnienie sobie siły roboczej potrzebnej do
demontażu mienia poniemieckiego, pracy w majątkach przejętych pod zarząd Armii
Czerwonej, a także do pracy w głębi ZSRR, po przeprowadzeniu akcji
deportacyjnej [6].
![]() |
Żołnierze Wehrmachtu poddający
się do niewoli w Krynicy Morskiej, na początku maja 1945 r.
|
źródło: https://dziennikelblaski.pl/ |
Jeden z takich obozów znajdował się w
powojennej Iławie, który był jednocześnie obozem pracy jak i obozem
przejściowym i filtracyjnym z którego rozdzielano jeńców wojennych oraz ludność
cywilną i transportowano ich w głąb związku radzieckiego. Do obozu trafiali
najczęściej niemieccy jeńcy wojenni z Helu, Gdańska, Gdyni a także Mierzei i
Żuław Wiślanych. Jeden z niemieckich żołnierzy który został wzięty do niewoli
Cedrach Wielkich, tak opisuję drogę do Iławy [7]:
„Było już po godzinie 8 rano, gdy
niekończąca się kolumna ruszyła. Dopiero później stało się jasne, że
ostatecznym celem jest Iława. Ogólna trasa z Gdańska prowadziła przez Tczew -
Kwidzyn - Susz - do celu w Iławie. Wielu towarzyszy przeżyło ten marsz po raz
drugi (walczyli w tych miejscowościach od stycznia 1945 roku), ale teraz jako
jeńcy wojenni. Od początku towarzyszyli im rosyjscy żołnierze.
15
maja 1945 roku kolumny dotarły do Iławy. Tu rozpoczął się podział na grupy
obozowe. Od tej pory oficerowie zostali oddzieleni od swoich pododziałów.
Nastąpił dalszy podział na grupy podoficerskie i marynarzy. Dzień po przybyciu
do różnych oddziałów obozowych, rozpoczęły się rosyjskie środki higieny: tzn.
wszyscy zostali ogoleni.”
W obozie w Iławie już od maja 1945 roku
Rosjanie wykorzystywali jeńców do różnego rodzaju prac, przeważnie do
rozbierania poniemieckich maszyn i całych linii produkcyjnych w zakładach
przemysłowych i rzemieślniczych a także do pracy w rolnictwie przy zbiorze
płodów rolnych. Jednym z takich zakładów była Prabucka cukrownia, z której
Rosjanie chcieli zdemontować wszystko co mogło przydać się w Związku
Radzieckim. To właśnie w niej pod nadzorem rosyjskich żołnierzy pracowali
niemieccy jeńcy wojenni. O pracy
Niemców w sowieckiej niewoli wiemy z wspomnień samych Niemców. Żołnierz Helmut
Raulf tak opisuje przejście do niewoli i pobyt w Prabutach [8]:
„W dniu 8 maja 1945 r.
nastąpiła bezwarunkowa kapitulacja z gwarancją życia i mienia. 10 maja 1945 r.
wyruszyliśmy pieszo z Helu przez Gdynię, Sopot, Oliwę do Gdańska. W nocy obozowaliśmy pod gołym
niebem. Nie było jedzenia, ale po drodze udało nam się wyszabrować ziemniaki z
upraw na polu. 20 maja 1945 r. przeprawiliśmy się przez Wisłę koło Tczewa po
prowizorycznie zbudowanym przez Rosjan drewnianym moście. Następnie wszyscy podoficerowie
i oficerowie musieli zdać broń. Kiedy pytaliśmy dokąd idziemy, otrzymywaliśmy
lakoniczną odpowiedź "do domu". Tak więc dzień po dniu podążaliśmy na
wschód, aż dotarliśmy do obozu zbiorczego w Iławie, ważnego węzła kolejowego.
Tam spotkałem pierwszych więźniów: Heiniego Müllera i Ludwiga Bathe. Ponieważ w
tym czasie nie paliłem, mogłem dać Ludwigowi Bathe paczkę tytoniu.
Obóz w Iławie był
podzielony na stuosobowe oddziały. Pewnego dnia Rosjanie poszukiwali
wykwalifikowanych robotników do demontażu stacji transformatorowych, linii
energetycznych i cukrowni w Prabutach. Miałem szczęście i znalazłem się tam ze
100 osobami. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, było uruchomienie starego silnika
parowego, aby napędzał generator prądu stałego, który był używany do zasilania dużego wału z bębnem linowym.
Ponieważ kampania cukrownicza zakończyła się latem i wszystkie magazyny były
wypełnione cukrem i cukrem surowym, mogliśmy zaopatrzyć się w mnóstwo
dodatkowych racji żywnościowych.
Pod koniec sierpnia 1945 r. musieliśmy wrócić do obozu zbiorczego w Iławie.”
Innym
żołnierzem który również znalazł się wtedy w Prabutach był niejaki Robert U. z
Hamburga (któremu udało się wrócić z niewoli do Niemiec w 1949 roku). On także
przytacza krótki opis pobytu w Prabutach [9]:
„W dniu 8.5. nastąpiła
kapitulacja, w międzyczasie staliśmy się 14 kompanią. W dniu 10.5. nastąpił wymarsz do rosyjskiej niewoli
do Iławy. W niewoli w Iławie znajdowała się reszta kompanii ok. 40 ludzi, bez
oficera, z wyjątkiem naszego porucznika. Tam nastąpiło wdrożenie do pracy.
Następnie zostaliśmy zabrani do Prabut z około 250 ludźmi, wśród nich około 20
ludzi z mojej kompanii. Tam miałem wątpliwe szczęście, że podczas rozbiórki
cukrowni spadł mi na głowę kawałek żelaza. Rezultatem była pęknięta czaszka,
przez co zostałem wysłany do szpitala w Toruniu. Później przeniesiono mnie do Wrocławia przez
zapalenie płuc którego się nabawiłem. Wkrótce rozstałem się ze wszystkimi moimi
starymi towarzyszami. Z tych, którzy byli ze mną w Prabutach, [...] Nolte i Engel
wrócili do tej pory (z niewoli). Ale prawie wszyscy zostali rozdzieleni i żaden
z nich nie pozostał razem z towarzyszami z naszej kompanii, nie mówiąc już o
innych oddziałach naszego pułku.”
Obecność
niemieckich jeńców nie uszła uwadze powojennym osadnikom, którzy zasiedlali
Prabuty już w maju 1945 roku. Pan Antoni Dębiński był jednym z pionierów
osadnictwa na ziemi Prabuckiej. Dzięki wydanej niedawno książce „Powiśle. Prabuty
1945 – 1956” [10] możemy poznać jego osobiste wspomnienia. Już pierwszego dnia,
kiedy pojawił się w Prabutach razem z rodziną miał bezpośredni kontakt
niemieckimi jeńcami wojennymi. Tak opisuje te spotkanie:
„20 maja 1945 roku, razem z rodziną (mama,
siostra i ja) znaleźliśmy się w Prabutach. [...] Rosjanie rozbierali cukrownię
w Prabutach. Jak się idzie do dworca, to ściany jeszcze do dzisiaj maja taką
inną cegłę, widać, że wyrwane. Oni wyciągali to czołgiem T-34 bez kopuły – jak
ciągnikiem, tylko na gąsienicach. Grubymi linami rwali, burzyli ściany i
wyciągali maszyny. [...] Ponownie zjawili się szabrownicy. Tym razem Rosjan
bimbrem przekupili. Gdy wyciągali maszyny przy pomocy niemieckich niewolników,
to ci spekulanci Rosjanom wódkę postawili, a oni z kolei przysłali Niemców i
nas wyrzucili (z wagonu kolejowego). To najbardziej irytowało – 9 maja nastąpił
koniec wojny, 20 maja przyjechaliśmy tutaj, tak krótko i nie dość, że Niemcy
nas strasznie gnębili, to jeszcze nas Niemcy z wagonów wyrzucają! To było takie
niesmaczne, czuliśmy niezadowolenie. Wyładowali nam nasze graty na rampę,
wagony odjechały, a my zostaliśmy.”
Po wywiezieniu tego co „użyteczne” z Prabuckiej cukrowni jeńcy niemieccy powrócili do obozu w Iławie. Nie należy jednak wykluczać możliwości, że brali udział w innych pracach na terenie miasta. Potwierdzenie tego wymaga jednak dalszych badań i poszukiwania w źródłach.
Bibliografia:
[1]
- Borys Sokołow, Prawda i mity o sowieckiej wygranej w drugiej wojnie
światowej, Kraków 2021, Wydawnictwo Literackie.
[2]
- Rüdiger Overmans, Soldaten hinter Stacheldraht. Deutsche Kriegsgefangene
des Zweiten Weltkriege, Ullstein 2000.
[3]
- Waitman Wade Beorn, Marching into Darkness. The Wehrmacht and the
Holocaust in Belarus, Harvard University Press 2014.
[4]
- Jerzy Kochanowski, W polskiej niewoli. Niemieccy jeńcy wojenni w Polsce
1945-1950, Warszawa 2001, Wydawnictwo Neriton.
[5]
- https://histmag.org/Komunistyczne-obozy-pracy-w-Polsce-w-latach-1944-1950-Zemsta-kara-terror-16187?fbclid=IwAR0evyjBfRB_r8yICVR00_Xrz3Z7jfr3ZUyoEwrCVRqun3nfyh5r1IbTqn4
(dostęp 18.07.2023 r.)
[6]
– Wieczorek T., Obozy dla ludności niemieckiej w polityce władz polskich w
latach 1945 – 1949, Facta Simonidis, 2013, nr 1 (6).
[7]
- Wilhelm Brodhagen, Die 23.
Infanterie-Division - Die Aufstellung im Nov./Dez. 1944 - Der Einsatz ab.
9.1.45 – 8.5.1945 im Kampfraum Ost- und Westpreussen sowie im Großraum Danzig
und Danziger Werder, Berlin 1998.
[8]
- Albrecht Lehmann, Gefangenschaft und Heimkehr: Deutsche Kriegsgefangene in
der Sowjetunion, 1986, München, C. H. Beck.
[9]
- Jörg E., Militaergeschichtliche Zeitschrift, Volume 60 Issue 2, Kameradenpost
bricht auch nie ab... - Ein Kriegsende auf Raten im Spiegel der Briefe
deutscher Ostheimkehrer 1946-1951, 2014, Oldenbourg Wissenschaftsverlag.
[10]
– Szymon Słowiński, Powiśle, Prabuty 1945-1956, Wejherowo 2019, HAVRAN
Wydawnictwo Domowe.

Komentarze
Prześlij komentarz